Wywiad z Panem Andrzejem Tomczykiem

Andrzej Tomczyk – emeryt, absolwent Technikum Rolniczego w Namysłowie i Akademii Rolniczej we Wrocławiu. Od połowy lat 70-tych związany z wrocławskimi organizacjami antykomunistycznymi działającymi w konspiracji. M.in. współpracował z „Solidarnością Walczącą”, RKS Dolny Śląsk. Za działalność w podziemnych strukturach w latach 1981-1989 odznaczony przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Krzyżem Wolności i Solidarności, a przez Dolnośląską „Solidarność” medalem „Niezłomni”. Odznaczony ponadto odznaką honorową „Działacz opozycji antykomunistycznej” przez Szefa Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. Współorganizator /wraz z ks. Prałatem Aleksandrem Matyką i Lechem Stefanem/ Namysłowskich Dni Kultury Chrześcijańskiej od roku 1985 do końca lat 90-tych, Uniwersytetu Ludowego od 1987 r. w Parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Namysłowie. Współorganizator wielu uroczystości, które na stałe wpisały się w namysłowskie życie patriotyczne. Honorowy Prezes Stowarzyszenia Pamięci Armii Krajowej w Namysłowie. Wiceprzewodniczący Społecznego Komitetu Budowy Pomnika Marszałka Józefa Piłsudskiego w Namysłowie. Radny Namysłowskiej Rady Seniorów. Członek Stowarzyszenia im. Lecha Kaczyńskiego we Wrocławiu. 

 

Kamila Jaruga: W ramach realizacji projektu „Historia może być cool – Namysłów we wspomnieniach mieszkańców” dziś kolejny z cyklu wywiadów. Znajdujemy się w Bibliotece Miejskiej w Namysłowie, a naszym gościem jest pan Andrzej Tomczyk.  

Pan Andrzej Tomczyk to działacz opozycji antykomunistycznej, współorganizator Namysłowskich Dni Kultury Chrześcijańskiej, to prezes honorowy Stowarzyszenia Pamięci Armii Krajowej w Namysłowie i wiceprzewodniczący Społecznego Komitetu Budowy Pomnika Marszałka Józefa Piłsudskiego. Pan Andrzej jest organizatorem i współorganizatorem wielu uroczystości patriotycznych w naszym mieście, które już na stałe wpisały się w życie Namysłowa.  

Dziś wywiad będzie szczególny, bo przeprowadzi go wnuk pana Andrzeja, Kacper Putowski,  wraz ze swoją koleżanką z klasy Jagodą Tułacz. Mam nadzieję, że ten wywiad będzie inspiracją, pretekstem dla innych, by popytać swoich dziadków, swoich pradziadków o ich wspomnienia, o ich historie i je utrwalić. Zwracam się do młodzieży, ODKRYJCIE WSPOMNIENIA. Serdecznie Was do tego zachęcam.  

A teraz oddaję już głos Jagodzie, Kacprowi i naszemu gościowi panu Andrzejowi. 

 Jagoda Tułacz: Jaka była geneza Pańskiego zaangażowania się w działalność opozycyjną? Czy odgrywały w tym rolę tradycje rodzinne – przecież i tato, i mama to Sybiracy, którzy odczuli „dobrodziejstwa” systemu sowieckiego. 

A.T.: Na pewno jakiś tam wpływ miały te wydarzenia, które spotkały moich rodziców. Moją mamę wraz z Babcią i trojgiem rodzeństwa, 10 marca 1940, wywieziono na Syberię, a ojca ze swoją rodziną, 14 kwietnia`40 roku, jako rodzinę wojskową. Muszę przyznać jednak, że mimo spędzenia 6 lat na tej nieludzkiej ziemi, to ciężko było im opowiadać o tych wydarzeniach, ale nigdy nie słyszałem złego słowa o Rosjanach tam mieszkających. Rozumieli to, że oni byli tak samo biedni jak i my, a winny był ten ustrój, ten system. Jeżeli kiedykolwiek ucierpiała, to przez plemiona kirgistańskie i uzbeckie, tamci byli mniej przychylni w stosunku do naszych rodaków. Odnośnie działalności opozycyjnej to często są przypadki oraz kiedy poznaje się historię naszej ojczyzny, to dochodzi się do takiego wniosku, że ma się obowiązki w stosunku do praojców, dzięki którym mamy wolną, demokratyczną Polskę, w której możemy rozmawiać w języku polskim. Ja uważałem, że mam jakiś dług zaciągnięty w stosunku do moich poprzednich pokoleń i w jakiś sposób powinienem, chociaż w części, go spłacać. 

J.T.: Jakie działania podejmował Pan w latach 70-tych jeszcze przed powstaniem NSZZ „Solidarność” 

A.T.: Moje związki z organizacjami działającymi w konspiracji zaczęły się w latach 70–tych ubiegłego wieku. Główny wpływ miał założony w 1977 r. Klub historyczno – polityczny „Wczoraj, dziś i jutro”, który w 1990 zmienił nazwę na Klub „Spotkanie i Dialog”, którego założycielem, organizatorem, zapraszającym gości i prowadzącym spotkania jest „jednoosobowa instytucja” Lech STEFAN. Dlaczego wspominam akurat ten klub i tą osobę, bo to tu kształtowała się głównie moja świadomość polityczna, historyczna, społeczna, to tu mogłem spotkać niekwestionowane autorytety, ich słuchać i z nimi dyskutować (nie muszę przypominać, że do roku 1990 comiesięczne spotkania odbywały się w pełnej konspiracji). Uczestnictwo w tych spotkaniach wymuszało na mnie potrzebę samodoskonalenia. Takimi wydarzeniami, które uzupełniały wiedzę, ale przede wszystkim były przeżyciem duchowym były od 1978 r. uroczystości „Katyńskie”. Uroczystości te odbywały się w domach i mieszkaniach prywatnych do 1989 r. w pełnej konspiracji. Każda uroczystość rozpoczynała się mszą św., które sprawowali ks. bp Adam Dyczkowski, ks. Prałat Aleksander Matyka, ks. Tadeusz Budziński, ks. Jan, ks. Stanisław i ks. Andrzej. Następnie odśpiewano hymn, apel poległych, był wygłoszony wykład (prelegenci: dr Leonard Smołka, dr Adam Bosak, red. Adam Macedoński) i występ artystyczny. Część artystyczną tworzył m.in. Edwin Petrykat. W marcu 1978 r. Adam Macedoński założył „Ruch ujawniania prawdy o Katyniu”. (Pan Adam gościł z wykładami w Namysłowie 23.06.1986 r. oraz 05.06.2001 r. w ramach Namysłowskich Dni Kultury Chrześcijańskiej.) 4 kwietnia1979 r. z inicjatywy sił obywatelskich powstał „Instytut Katyński w Polsce”. Pełnomocnikiem na Polskę Zachodnią został Lech Stefan i to on organizował konspiracyjne uroczystości Katyńskie. Znaczek „Katyń” wydany przez Instytut Katyński dla swoich członków. 

J.T.: Czy w latach 1980-81 angażował się Pan w działalność NSZZ „Solidarność”? 

A.T.: Lata 80-81 to tzw. „Festiwal Solidarności”. Przyszedł sierpień 80 r. narodowa euforia, 10 milionów w Solidarności. Oczywiście to nie stało się z dnia na dzień. Strajki, ZOMO, ale o tym są już opracowania, książki, a ja chcę o moich wspomnieniach. „SOLIDARNOŚĆ” traktowałem jako ruch społeczny, moje działanie było poza strukturami związkowymi. Pomagałem w kolportażu prasy i ulotek, miałem przyjacielskie kontakty we Wrocławiu, co ułatwiało zdobywanie „bibuły”. 

J.T.: Po 13 grudnia`81 podjął Pan różnorakie działania mające na celu walkę z komunistycznym reżimem. 

A.T.: 13 grudnia 1981 r. jest datą wypowiedzenia wojny przez Jaruzelskiego narodowi polskiemu. Rodząca się świadomość i demokracja była dla sprawujących władzę z nadania „Moskwy” zagrożeniem. Dlatego już wcześniej wysłano w teren tzw. komisarzy, którzy mieli wprowadzić „porządek”. 13 grudnia w Namysłowie rozpoczął się naradą szefów zakładów i aktywu partyjnego w Komitecie PZPR, gdzie przekazano wytyczne okraszone uzasadnieniem politycznym. Jednym z takich motywacji była informacja o rzekomej liście sporządzonej przez Solidarność, a zatwierdzonej przez ks. prałata Aleksandra Matykę, na której miały być nazwiska do likwidacji przez Solidarność. Brednie te następnie niektórzy powtarzali na zebraniach z załogą. Jednocześnie nastąpiła delegalizacja Solidarności z przejęciem jej majątku i składek. Wprowadzono godzinę milicyjną, zakaz przemieszczania się między miastami bez przepustek, całodobowe dyżury w zakładach pracy. Wszelkie działania były w jeszcze większej konspiracji. Krótko po 13 grudnia dostaję propozycję wejścia w struktury konspiracyjnej Solidarności. Będąc świadomym ewentualnych konsekwencji – niebezpieczeństwo utraty pracy, uwięzienia, przymusowej emigracji, nawet śmierci było realne. Ewentualne konsekwencje dotyczyły by również żony i dwóch córek, co najbardziej ciążyło na podejmowaniu decyzji. Po tygodniu złożyłem przysięgę na krucyfiks i Pismo Święte. Z części przysięgi dotyczącej informacji o niektórych wydarzeniach z tamtego okresu zostałem zwolniony w połowie 90–tych lat, a część obowiązuje mnie do ostatnich dni. Ta współpraca rozpoczynała się od drobnych spraw jak kolportaż bibuły, książek drugiego obiegu, rozrzucanie ulotek na trasie z Wrocławia (Oleśnica, Bierutów, Namysłów). Następnie odbiór materiałów do gazetek „Nad Stobrawą”, przekazanie Lechowi w celu wydrukowania. Gazetkę tą drukowano w konspiracyjnych drukarniach RKS Dolny Śląsk lub Solidarności Walczącej. Odbiór, przewóz i przekazanie panu Henrykowi Ostrowskiemu (to on przygotowywał materiały i kolportował na terenie Kluczborka). Jedna sytuacja która wydarzyła się w czasie przewozu min. numeru gazetki „Nad Stobrawą”. Odebrawszy od Lecha gazetki „Nad Stobrawą” i „Z dnia na Dzień”, będąc na terenie Oleśnicy wyrzuciliśmy część ulotek, skręcając na drogę do Namysłowa zostaliśmy zatrzymani do kontroli przez milicję drogową. Rutynowo sprawdzono światła i wtedy milicjant sprawdzając dokumenty stwierdził, iż rzadko się spotyka aby tak w komplecie w jednym portfeliku były. Ośmielony stwierdziłem, że w opolskim to jesteśmy często kontrolowani i musi być porządek. Może dlatego, że było już późno i zimno milicjant przyznał, że słyszał taką opinię o swoich kolegach z opolskiego i zakończył kontrolę.  

19 marca 1983 r. odbył się ślub Józefa Piniora i Marii Chojnackiej w kościele p.w. św. Piotra i Pawła w Namysłowie. Józef Pinior był w tym czasie działającym w pełnej konspiracji przewodniczącym RKS Dolny Śląsk. To on podjął z konta Solidarności 80 mln zł, co 30 lat później utrwalił w filmie Waldemar Krzystek. Józef Pinior postanowił wziąć ślub z Marią Chojnacką, u której wtedy się ukrywał. Zwrócił się z tym do Lecha Stefana który podjął się organizacji bardzo trudnego zadania. Wtedy nie obowiązywał konkordat, legalnie musiał być zawarty ślub cywilny, a dopiero można było brać ślub kościelny. Ślubu cywilnego nie mogli w tej sytuacji wziąć, groziło natychmiastowym aresztowaniem (był poszukiwany listami gończymi). Dlatego jedyna możliwość to ślub kościelny, co znaczyło złamanie prawa i narażenie innych na kary. Ksiądz prałat Aleksander Matyka wyraził zgodę na udzielenie ślubu, ale potrzebna była zgoda biskupa. Dlatego Lech Stefan udał się do biskupa Adama Dyczkowskiego, który wyraził zgodę (i jak powiedział „biorę to na swoje sumienie”), (niektóre źródła błędnie podają, że zgodę wyraził kardynał Gulbinowicz). Wtedy dostałem propozycję logistyki, przyjęcia młodej pary i zorganizowania przyjęcia „weselnego” w naszym mieszkaniu. Józefa Piniora i Marię Chojnacką przyprowadził 18 marca 1983 r. Lech Stefan. Na okres wizyty odstąpiliśmy młodym pokój, który wtedy był naszą sypialnią. Rozmowy w sympatycznym tonie trwały do późnych godzin. Następnego dnia (dzień ślubu) po przygotowaniu młodych zostali przewiezieni na plebanię. Ja musiałem wrócić, gdyż opóźniał się przyjazd jednego z głównych gości Eugeniusza Szumiejki. Już w komplecie udaliśmy się do kościoła p.w. św. Piotra i Pawła (w Namysłowie). Ślubu udzielił ksiądz prałat Aleksander Matyka, świadkami byli Wiesława Stefan i Bogdan Aniszczyk. Na organach grał ks. Marian Wagner. O tym, na czyim ślubie grał, on i ministrant, który wtedy służył do mszy, dowiedzieli się dopiero w połowie lat 90–tych. Tak naprawdę w Namysłowie wtajemniczone były tylko cztery osoby ks. prałat, gospodyni pani Ania i ja z żoną. Po ślubie krótkie przyjęcie odbyło się na plebani a następnie młoda para i goście przybyli do naszego mieszkania (ul. Reymonta 15/10). Było to raczej przyjęcie niż wesele (bez tańców jak wspominał Pinior w jednym wywiadzie), jakakolwiek interwencja wiązała się z olbrzymim ryzykiem dla wszystkich. Noc poślubną małżeństwo Piniorów spędziło na plebani (takie było życzenie ks. prałata), pozostałym noc upłynęła na rozmowach. 20 marca wszyscy się rozjechali. Dwa słowa uzupełnienia, w tamtym okresie były ożywione kontakty sąsiedzko towarzyskie, odwiedzaliśmy się bez wcześniejszych zapowiedzi, było niebezpieczeństwo, że odwiedzą nas w czasie, gdy przebywać będą osoby poszukiwane, a znane z przekazów telewizyjnych. Dlatego wyprzedzająco poinformowałem znajomych, że organizuję spotkanie kolegów ze studiów. Przypomnieć należy, że były to czasy „kartkowe” i zorganizowanie każdego przyjęcia wymagało dodatkowych „zabiegów”. Jedyne zdjęcia które się zachowały – Medal, który wręczono Papieżowi – Janowi Pawłowi II 21 czerwca 1983 r. podczas Mszy św. na wrocławskich Partynicach 21.06.1983 r. przekazano Papieżowi dar, którego śladów nie znajdziemy w żadnej oficjalnej publikacji. Działający w podziemiu Regionalny Komitet Strajkowy „Solidarność” Dolny Śląsk ofiarował Ojcu Świętemu srebrny medal oraz list od „Solidarności” inkrustowany ręcznie przez plastyków wrocławskich (treść listu ułożył Namysłowianin Pan Henryk Ostrowski). Odpowiedzialnym za przygotowanie i wręczenie daru dla papieża był Lech STEFAN. (wyjaśnienie dla młodych – w tym czasie był problem z załatwieniem czegokolwiek) Srebro około 0,5 kg pochodziło z namysłowskiej zbiórki prowadzonej przez Ks. Prałata Aleksandra Matykę. Paliwo, reglamentowane na kartki, pochodziło od następnych darczyńców. Musiało starczyć na trasę Wrocław-Gdańsk-Wrocław. Za transport materiałów zdelegalizowanej „Solidarności” groziło zatrzymanie, a nawet zarekwirowanie samochodu. Wykonano tylko jeden srebrny medal i 100 kopii z brązu. Później Piotr Solecki, gdański metaloplastyk, na oczach przedstawicieli RKS-u zniszczył formę. Przekazaniem daru dla Jana Pawła II zajął się bp Adam Dyczkowski. Brązowe kopie otrzymali kardynałowie i biskupi. Jedna z nich trafiła do ówczesnego prezydenta USA Ronalda Regana. 23 maja 1991 r. taki medal Marek Muszyński, ostatni przewodniczący RKS, wręczył Prezydentowi RP Ryszardowi Kaczorowskiemu. Odbyło się to w czasie prywatnej kolacji wydanej na cześć Prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego i jego małżonki, w której uczestniczyli przedstawiciele opozycji, miałem zaszczyt być uczestnikiem. Taki medal otrzymał ks. prałat Aleksander Matyka i moja skromna osoba. 

W miesiącu październiku 1983 r. Lech proponuje organizację spotkania TKK Solidarność (Tymczasowa Komisja Koordynacyjna NSZZ „Solidarność”). Ze względów lokalowych i gwarancji bezpieczeństwa propozycja domu Państwa Jackiewiczów była optymalna. Po akceptacji gospodarzy nastąpiły przygotowania, jak częste moje wizyty, aby oswoić sąsiadów, zaopatrzenie w artykuły, które zabezpieczą wyżywienie kilku mężczyzn (obowiązują kartki na żywność), zabezpieczenie terenu na wypadek ewakuacji. 31 października przybywają kolejno: Zbigniew Bujak, Tadeusz Jedynak, Jerzy Zdrada, Krzysztof Bielecki, Bogdan Lis, Eugeniusz Szumiejko, Marek Muszyński (Witold) i główny organizator Lech Stefan. Po zakwaterowaniu i ukryciu białego mercedesa, którym przyjechał Krzysztof Bielecki w moim garażu, nastąpiło przygotowanie do obrad. Rozpoczęciem była Msza Święta odprawiona przez Prałata Aleksandra Matykę i udzielona komunia św. uczestnikom. Miałem zaszczyt służyć po raz ostatni właśnie do tej Mszy Św. (Jednym z moich obowiązków było przywieźć i odwieźć ks. Prałata). Efektem tych obrad, oprócz planu działania na najbliższy okres, było stanowisko, iż socjalizm jest nie reformowalny. (Wcześniej próbowano lansować hasło „Socjalizm tak, wypatrzenia nie”). W czasie obrad prowadzono nasłuch na częstotliwości na której działała milicja, zaskoczeniem była cisza w eterze, co w dużym mieście oznaczało przygotowanie akcji, wyjaśniliśmy, że to Namysłów i ilość interwencji jest znacznie mniejsza. Pierwszego i drugiego listopada uczestnicy rozjechali się do miejsc, w których się ukrywali. Następne spotkanie TKK w Namysłowie odbyło się w 1984 r. na plebani kościoła p.w. św. Piotra i Pawła (ale już w węższym składzie). 

Spotkania władz dolnośląskiej Solidarności odbywały się także we Wrocławiu z ks. Kardynałem Henrykiem Gulbinowiczem. Pałac biskupi we Wrocławiu jak i ks. Kardynał był pod ciągłą obserwacją SB, więc każda próba spotkania groziła zdekonspirowaniem. Dlatego ks. prałat Aleksander Matyka organizował np. poświęcenie nowych ornatów lub nowej monstrancji i zapraszał ks. Kardynała Henryka Gulbinowicza. Dzień przed przybyciem kardynała na plebani pojawiali się Eugeniusz Szumiejko (członek TKK), Marek Muszyński (Witold przewodniczący RKS) i Lech Stefan (RKS główny organizator i koordynator). W dniu uroczystości przyjeżdżał ks. Kardynał Gulbinowicz, oczywiście z obstawą (dla nie zorientowanych obstawę stanowili pracownicy SB). Uroczysta Msza św., poświęcenie i ks. Kardynał udawał się na plebanię wraz zaproszonymi księżmi, gdzie był przygotowany posiłek. W pewnym momencie ks. Kardynał szedł się odświeżyć do pokoju ks. Prałata na piętrze, gdzie czekały na niego wcześniej wymienione osoby. Po zakończonych rozmowach ks. Kardynał odjeżdżał do Wrocławia, a za nim „służby”. Następnego dnia plebanię opuszczali „goście” ks. Prałata. 

Początkiem 1984 r. zorganizowano u górali spotkanie po latach Eugeniusza Szumiejki z rodziną. Gienek jak wspomniał na spotkaniu z młodzieżą w NOK-u 11 grudnia 2015 r. często przemieszczał się po Polsce w mundurze kolejarza i tak dotarł na miejsce spotkania. Joasia wraz córkami Malwiną i Sabiną po akcji we Wrocławiu przetransportowane zostały do naszego mieszkania na ul Reymonta, gdzie wcześniej przybył mecenas Antoni Kańczuga. Po przenocowaniu i upewnieniu się, że nie ma żadnego ogona, Tolek bezpiecznie dostarczył ich na miejsce spotkania. Spotkanie miało miejsce w Pieninach w „Dworku Cisowym” Olgi Małkowskiej. Kilku dniowy pobyt musiał wystarczyć za tak długą nieobecność. 

Wiosną 1985 roku Lech Stefan przyjechał z pomysłem aby zorganizować w Namysłowie Dni Kultury Chrześcijańskiej. Oczywiste było, że mogłyby się odbyć tylko przy pełnej współpracy z ks. Prałatem Aleksandrem Matyką. Pomysł ksiądz w pełni zaakceptował i nastąpiły ustalenia co do ról i obowiązków związanych z organizacją Namysłowskich Dni Kultury Chrześcijańskiej. Ks. Prałat wziął na siebie organizację części religijnej i pełną rolę gospodarza. I tak od 23 czerwca 1985 r. w namysłowskiej parafii pw. Św. Piotra i Pawła każdego roku w czerwcu odbywały się Namysłowskie Dni Kultury Chrześcijańskiej. Każdy dzień zaczynał się patriotyczną Mszą Św. sprawowaną przez min. ks. bp. Józefa Pazdura, ks. prałata Stanisława Pietraszka, ks. Stanisława Orzechowskiego, ks. Jerzego Żurawskiego, ks. Dziekana Andrzeja Oramusa, czy przeora Jasnej Góry o. Rufina Abramka. Po których odbywały się wykłady z zakresu historii, religii, ekonomii i spotkania z naukowcami, działaczami opozycji i ludźmi Kościoła jak: dr Adolf Juzwenko, Krzysztof Turkowski, Antoni Lenkiewicz, Adam Macedoński, prof. Andrzej Wiszniewski, ks. Stanisław Orzechowski, dr Olgierd Baehr, dr Wojciech Myślecki, Stefan Bratkowski, doc. Kazimierz Czapliński, Ewa Szumańska, Maria Hernas, Magdalena Bajer, prof. Arkadiusz Miklaszewski, prof. Tadeusz Kisielewski. Wykładom towarzyszyły występy niezależnych artystów m.in. Piotra Szczepanika, Leszka Wójtowicza, Leszka Długosza, Jacka Federowicza, Mai Komorowskiej, Bogusława Kierca, spotkania z pisarzami m.in. Małgorzatą Musierowicz, Ernestem Brylem. Pierwsze Dni Kultury Chrześcijańskiej w dniu 24 czerwca uświetnił Wrocławski Teatr Niezależny wystawiając Anhellego Juliusza Słowackiego. Namysłów był pierwszym miastem (parafią) tej wielkości, gdzie odbywały się Dni Kultury Chrześcijańskiej. Podczas VII Namysłowskich Dni Kultury Chrześcijańskiej otwarta była wystawa „Ku Niepodległości”. Wystawa ta przygotowana była przez Politechnikę Wrocławską (m.in. przez Darka Godlewskiego, który był tam plastykiem). Po pierwszych Dniach Kultury Chrześcijańskiej ks. prałat Aleksander Matyka, biorąc pod uwagę coraz większe zainteresowanie, stwierdził, że raz do roku to za mało i tak powstał pomysł utworzenia Uniwersytetu Ludowego z zajęciami raz w miesiącu. Podział ról uzgodniono tak jak przy NDKCH. Po uzyskaniu akceptacji abp. Henryka Gulbinowicza 18 października 1987 roku rozpoczął swoją działalność Katolicki Uniwersytet Ludowy. Celem Uniwersytetu, jednej z pierwszych tego typu instytucji wewnątrzkościelnych w Polsce, było pogłębienie chrześcijańskiej formacji religijno-moralnej, poszerzenie wiedzy o społecznej nauce Kościoła oraz podnoszenie wiedzy praktycznej przydatnej zwłaszcza w pierwszym okresie po 1989 r. Tematyka wykładów obejmowała także zakazane problemy z historii Polski oraz ekonomii. „Działalność opozycyjna w Namysłowie w latach 1981 – 1989” przedstawiłem na wystawie w Izbie Regionalnej w Namysłowie. Latem 2013 r. zwróciła się do mnie pani Jadwiga Kawecka z propozycją wystawy z materiałów, które posiadałem odnośnie działalności w latach 80-tych ubiegłego wieku. 

J.T.: Z kim i dlaczego właśnie z tymi ludźmi współpracował Pan w swojej działalności opozycyjnej? 

A.T.: Odpowiedz na to pytanie jest o tyle trudna, wymienić wszystkich? Kogo pominąć? Właśnie piszę do szuflady, wspomnienia, w których chciałbym podziękować tym, których spotkałem na swojej drodze w tych czasach i mogłem od nich czerpać wiedzę, pomoc w realizacji moich planów, czy wreszcie, z którymi coś robiliśmy dla naszego środowiska. Jeżeli miałbym jednak kogoś wymienić, komu najwięcej zawdzięczam, to są Lech Stefan i prałat Aleksander Matyka. 

Kacper Putowski: Po odzyskaniu suwerenności po 1989 roku Twoja działalność dziadku nadal trwa. Zmienił się tylko jej charakter. Już nie walka z systemem, a krzewienie patriotyzmu i pamięci historycznej, szczególnie w środowisku katolickim. Co szczególnie zapadło Ci dziadku w pamięć? 

A.T.: 13 października 1989 r. powstaje w Namysłowie Komitet Obywatelski „Solidarność”. Wybrany zostaję na członka Zarządu. 27 maja 1990 r. pierwsze wybory Samorządu. Z ramienia Komitetu Obywatelskiego zostaję Przewodniczącym Gminnej Komisji Wyborczej. 6 czerwca 1990 r. jako Komisarz Wyborczy otwieram pierwszą Sesję Rady Miejskiej. Jestem współorganizatorem uroczystości odsłonięcia tablicy „Solidarnościowej” w kościele pw. Św. Piotra i Pawła, 29.06.2013 r. ufundowanej przez Solidarność Dolnośląską. W ramach VII Namysłowskich Dni Kultury Chrześcijańskiej w 1991 r. zorganizowana została wystawa „Ku Niepodległości”. We wrześniu 2013 r. zorganizowano wystawę „NIE OD RAZU WOLNĄ POLSKĘ ZBUDOWANO: DZIAŁALNOŚĆ OPOZYCYJNA w Namysłowie w latach 1981 – 1989” w Izbie Regionalnej w Namysłowie. 17.05.2014 r. rejestracja Stowarzyszenia Pamięci Armii Krajowej w Namysłowie i do 6.10.2016 r. Prezes Zarządu. Po złożeniu rezygnacji Honorowy Prezes. Wcześniej członek Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Jedną kadencję Członek Zarządu Okręgu Opolskiego. Zostaję odznaczony Medalem za zasługi dla ŚZŻAK. Od 28 czerwca 2014 r. członek Stowarzyszenia Ruch Społeczny im. Lecha Kaczyńskiego na Dolnym Śląsku. Zorganizowałem 12 kwietnia 2015 r. uroczystości odsłonięcia tablicy poświęconej Zbrodni Katyńskiej i Tragedii Smoleńskiej w kościele pw. Św. Franciszka z Asyżu i Piotra z Alkantary. 1 lutego 2016 r. wraz z Michałem Szeligą powołaliśmy Społeczny Komitet Budowy Pomnika Marszałka Józefa Piłsudskiego. Odsłonięcie pomnika nastąpiło w setną rocznicę Odzyskania Niepodległości w 2018 r. Drugą kadencję w Namysłowskiej Radzie Seniorów.  

K.P.: Środowisko  Armii Krajowej – dlaczego właśnie ta tematyka. Proszę dziadku przybliż swoją działalność w Stowarzyszeniu Armii Krajowej w Namysłowie. 

A.T.: Pierwszy kontakt z namysłowskimi AK-owcami miałem w 1991 roku, kiedy poprosiłem ich o dyżury i oprowadzanie po wystawie „Ku Niepodległości”, którą zorganizowałem w ramach Namysłowskich Dni Kultury Chrześcijańskiej. W roku 2003 i następnych zaproponowaliśmy Zastępcy Prezesa Namysłowskiego Koła AK Stanisławowi Jackiewiczowi, spotkania z młodzieżą w szkołach w ramach NDKCH. Wykłady prowadził nasz przyjaciel dr Janusz Radłowski. Nasza znajomość ze Stanisławem Jackiewiczem sięga początków lat 70, często zabierałem go na spotkania Klubu „Wczoraj, Dziś i Jutro”, czy na uroczystości Katyńskie, w końcu spotkanie TKK. Zostałem zaproszony jako Członek Nadzwyczajny Namysłowskiego Koła Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Następnie Pan Stanisław zaprosił innych i tak powstała grupa patriotycznie nastawiona. W tym czasie byłem przez jedną kadencję Członkiem Zarządu Okręgu i odznaczonym za zasługi dla ŚZŻAK. Jednak prawa natury spowodowały, że nie było już wśród nas prawdziwych AK. A idea jest nam bliska postanowiliśmy założyć Stowarzyszenie Pamięci Armii Krajowej. W 2014 roku zarejestrowaliśmy Stowarzyszenie Pamięci Armii Krajowej w Namysłowie w KRS. Do 2016 roku byłem Prezesem Zarządu stowarzyszenia. Po złożeniu rezygnacji zostałem Honorowym Prezesem SPAK-u.  12 kwietnia 2015 roku odsłaniamy tablicę poświęconą zbrodni katyńskiej i tragedii smoleńskiej w kościele św. Franciszka, a 1 lutego 2016 r. powołujemy Społeczny Komitet Budowy Pomnika Marszałka Józefa Piłsudskiego. Do tego dochodzi druga kadencja rady seniorów, to jak na moje lata sporo.  

K.P.: Dziadku jak już wspomniałeś o Stowarzyszeniu Pamięci Armii Krajowej, to może przybliżysz nam swoje działania w tym stowarzyszeniu. Może wytłumaczysz, dlaczego właśnie tematyka Armii Krajowej? Dlaczego Cię tak zainteresowała i dlaczego w niej działasz aż po dziś dzień.   

 A.T.: Znów wraca ta historia, Polska. Trudno w pewnym okresie znaleźć coś bardziej bohaterskiego jak właśnie Armia Krajowa. Ale ja osobiście ze środowiskiem akowskim, tak nazywając, spotkałem się pierwszy raz, jak już wcześniej wspomniałem,  w 1991 r. przy okazji wystawy „Ku Niepodległości”, bo zaprosiłem tych akowców, którzy jeszcze wtedy funkcjonowali do dyżurów na tej wystawie i do oprowadzania bo to byli ludzie, którzy mieli w tym momencie najwięcej do powiedzenia i to było moje pierwsze zetknięcie. Zaprosiłem ich do współpracy. A w 2003 r. kiedy Stanisław Jackiewicz zostaje wiceprezesem Namysłowskiego Koła Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej w Namysłowie zaproponowaliśmy mu współpracę w ramach Namysłowskich Dni Kultury, żeby wykorzystać tych prelegentów, których sprowadzamy tutaj, do spotkań w szkołach. Niekoniecznie ta młodzież przyjdzie do salki i do kościoła. Mieliśmy takiego przyjaciela Janusza Radłowskiego, doktora biologii, żeby było śmieszniej, ale zagorzałego patriotę, zamiłowanego w historii. Jako belfer potrafił tak przemawiać do młodzieży, że wiadomo było, że te spotkania nie będą nudne. I tak od 2003 r. przyjeżdżał na te wykłady tutaj i równocześnie dwa dni był u nas w Namysłowie gościem i tak wożony był od szkoły do szkoły. Takie było zadanie Stasia Jackiewicza mimo, że dzieliło nas dokładnie 30 lat, bo o tyle jestem od niego młodszy, byliśmy przyjaciółmi jeszcze z tych lat 70-tych, kiedy go zabierałam samochodem na te spotkania klubowe, czy katyńskie. To było takie drugie zetknięcie się z tym środowiskiem akowskim. Kiedyś Stasiu zaprosił mnie na zebranie Koła Namysłowskiego, żebym parę słów powiedział o tej właśnie działalności, o której tutaj próbujemy coś naopowiadać. Różnie to zostało odebrane, ale Stasiu zaprosił mnie do tego koła. Statut zezwalał na członków nadzwyczajnych. Ci co niekoniecznie byli akowcami, mogli być członkami Światowego Związku jako członkowie nadzwyczajni i tą drogą skompletowaliśmy takie grono podobnie myślących w Namysłowie ludzi i stąd jest sprawa SPAK-u. Dopóki mieliśmy w swoim składzie żywych akowców to ta nazwa Światowy Związek była naturalna. Ale biologia ma to do siebie, że niestety ludzie odchodzą, wiek ma swoje prawa, Stasiu w 2018 r. skończyłby sto lat, teraz miałby 103 lata, niestety zostaliśmy sami w tym gronie tych nadzwyczajnych członków. Co prawda jako członek Światowego Związku jedną kadencję nawet byłem członkiem zarządu okręgu Światowego Związku w Opolu, gdzieś tam jakieś odznaczenia za zasługi dla Światowego Związku w międzyczasie były, ale stwierdziliśmy, bo idee armii Krajowej są nam dalej bliskie, żeby to było formalnie i w 2014 r. powołaliśmy Stowarzyszenie Pamięci Armii Krajowej. Na organizacyjnym spotkaniu przypisano mi rolę prezesa, więc obowiązki rejestracji w sądzie, w KRS-ie, co wcale nie jest takie proste, bo to statuty i te wszystkie historie, trwało to nieco, ale wszystko formalnie było załatwione. W 2016 r. przekazałem pałeczkę młodszemu pokoleniu. Co ten SPAK robi?  

Praktycznie w Namysłowie, oprócz 3 maja i 11 listopada, bo to są święta, które organizują urzędy, to wszystkie pozostałe patriotyczne uroczystości organizuje SPAK. Zaczynamy 19 stycznia na Młyńskich Stawach, do tej pory, teraz nam zabudowali i nie wiem, co z naszą kapliczką będzie, odczytaniem ostatniego rozkazu Okulickiego, jest uroczystość w lesie, można wejść na stronę SPAK-u i tam pooglądać troszeczkę naszej działalności i tak po kolei, także tych uroczystości, które organizujemy jest dosyć sporo i staramy się o wszystkich pamiętać, kończąc z Marszałkiem 5 grudnia przy pomniku, w jego imieniny.  

K.P.: Dziadku, Twoim dziełem życia na pewno jest Tablica Katyńska, która jest w kościele pw. św. Franciszka z urnami z ziemią z miejsc kaźni Polaków na nieludzkiej ziemi. Jak zrodziła się ta idea i jak udało się to zrealizować?   

A.T.: To, że takie miejsce pamięci powinno się w Namysłowie znaleźć dla naszych obywateli, którzy tragicznie zginęli, to było naturalne. Katyń u mnie jest nieprzypadkowo. Rodzinna historia to jest mój stryj, kapitan Andrzej Tomczyk, kapitan żandarmerii przy Rydzu-Śmigłym, który prawdopodobnie skończył w Kuropatwach swoje życie. Ten dług jest i ogólnie dla tych ofiar katyńskich, ale tutaj moja prywata też jakąś tam rolę odegrała. Marzyła mi się przez parę lat taka historia, ale okazją była rocznica zbrodni katyńskiej i tragedii smoleńskiej, bo to trzeba łączyć, Ci ludzie zginęli lecąc tam, oddać właśnie im honory. Jak to się odbyło. Taki przekaz dla Was. Jeżeli ktoś chce indywidualnie i gdybym zaczął jako Andrzej Tomczyk tą sprawę to może by mi było dosyć trudno i stąd jest potrzeba żeby działać w stowarzyszeniu i ten szyld Stowarzyszenie Pamięci Armii Krajowej pomaga w tych kontaktach. Udałem się do burmistrza, starosty jako przedstawiciel Stowarzyszenia, to jest inna rozmowa. Najpierw taką propozycję rzuciłem na spotkaniu SPAK-u, a później  zaczyna się cała droga, zainteresować, akceptować, walka o miejsce, tu były całkiem inne plany, na czwartym spotkaniu u burmistrza dopiero ta akceptacja zapadła, że jednak będzie to w tym miejscu. Myśmy szukali tutaj za biblioteką, plac za Nike, ale tam się czuje, że był cmentarz, także uparliśmy się na to miejsce i dobrze, że akurat tam, ja tak uważam, chociaż mogą być inne zdania. Udałem się po kolei z wizytą po środki finansowe. Udałem się do starosty, wtedy był pan Ilnicki, nie zastałem go i był wicestarosta pan Bartłomiej Stawiarski. Rozmowa zaczęła się na temat środków finansowych, żeby tą tablicę wykonać i muszę przyznać, że on kupił ten temat. Po dwóch dniach dostałem telefon, że zabezpieczył jakąś tam kwotę. I to była pierwsza historia. Trzeba zrobić projekt. Dzisiaj nie ma problemu jak ma się środki, ale ma się też przyjaciół. Udałem się do swoich przyjaciół, plastyków Państwa Godlewskich. Słuchajcie trzeba by było zrobić projekt Tablicy Katyńskiej w nawiązaniu do Drogi Krzyżowej. Przyjechali. Najpierw jeszcze oczywiście spotkanie z księdzem proboszczem o wyrażenie zgody na umieszczenie tablicy. Mając doświadczenie z konserwatorem zabytków w sprawie tablicy Solidarności na kościele Piotra i Pawła księdza Bartosza od razu uprzedziłem, że ja niekoniecznie drogą taką oficjalną chciałbym to powiesić. Doszliśmy do wniosku, że może się konserwator tych tablic w kościele nie doliczy. Najważniejsze była już zgoda, były jakieś tam środki, był projekt, no więc nic innego. Wykonanie co prawda, od projektu nieco odbiega, ale to jest inna historia, a szkoda, bo projekt naprawdę był ciekawszy niż ta tablica, ale tablica jest. Dobrze by było, żeby były pewne symbole na tej tablicy, oprócz tego napisu. Do Michała Szeligi, słuchaj Rajd Katyński, jesteś wiceszefem tego rajdu, jeździsz po tych miejscach, dobrze by było zebrać tą ziemię z tych miejsc. No i pojechali, przywieźli. W tych urnach na tej tablicy jest ziemia uświęcona krwią naszych bohaterów, równocześnie był tam fragment samolotu z tragedii smoleńskiej, który też mi przywieziono z tego miejsca. Jak się chce, to można. Oczywiście to nie koniec, wizyta u każdego dyrektora szkoły, żeby był poczet sztandarowy, straż miejska, policja, przejście, uroczystość kończyliśmy przy Dębie Katyńskim na placu, dobrze by było, żeby była orkiestra. Jak się chce, to można. Tylko najważniejsze chcieć.   

K.P.: Kolejnym pomysłem, który udało się zrealizować w Namysłowie była budowa Pomnika Marszałka Józefa Piłsudskiego. Jak dziadku zrodziła się ta idea i jakie było Twoje zaangażowanie w tą sprawę?  

A.T.: Historia jest prosta. Mecenas Michał Szeliga zawołał mnie na kawę i mówi słuchaj za dwa lata jest 100 rocznica i może byśmy coś tutaj zrobili w Namysłowie. No to zaczynamy od pomnika. Trzeba zacząć od czegoś dużego. W związku z tym, żeby to formalnie było potrzebny jest jakiś taki komitet budowy tegoż pomnika. W związku z tym, że on mniej na tym rynku namysłowskim funkcjonował, zwrócił się do mnie, kogo bierzemy do roboty, nie zaszczyty, tylko do roboty. Zaproponowałem po kolei: Piotr Słabosz, Mariusz Czechlowski, Maciej Nawrot, Włodzimierz Putowski, Michał i moja skromna osoba. Spotkaliśmy się 1 lutego 2016 r. z propozycją, zaprosiliśmy tych panów, czy wyrażają zgodę. Każdy stwierdził, że jest to dla niego zaszczyt. Formalnie dokumenty, zgoda do ministerstwa o zbiórkę publiczną. Oczywiście po kolei burmistrz, miejsce, walka o każdą historie, wybór projektanta, wykonawstwo. Najważniejsze, co ja uważam, to było to, że zaangażowaliśmy w te różne konkursy młodzież szkolną, a głównie szkoły podstawowe. Nieważne, czy ten rysuneczek tego Marszałka pomagała mu mamuśka dopieścić, ale cała rodzina angażowała się w to. Było tych konkursów parę. Był taki konkurs, że po mieście rodziny chodziły iodpowiadali na pytania, też to było takie zaangażowanie szersze. No i oczywiście te zbiórki pieniężne. Parę tysięcy udało nam się zebrać, jako komitetowi, resztę dołożył urząd. No i dzisiaj mamy w Namysłowie Marszałka. Po drodze do Komitetu honorowego oprócz starosty, burmistrza zaprosiłem prof. Suleję, który 16.11.2016 r. miał wykład w NOK-u dla młodzieży. Sala była wypełniona, sądzę, że w jakiś sposób skorzystali. Zaprosiłem też prof. dr hab. Pana pułkownika Mieczysława Strusia z Politechniki Wrocławskiej, który przy odsłonięciu pomnika, jak ktoś był to widział te wystrzały armatnie, to przywiózł te dwie armaty, które on posiada i salwą zakończył te uroczystości.  Ks. Proboszcz Bartosz Barczyszyn jako nasz kapelan SPAK-u. Tak się składa, że to grono do roboty to i tak są członkowie SPAK-u.  

K.P.: Dziadku, Twoja działalność w SPAK-u, w Komitecie Budowy Pomnika, w radzie seniorów, dlaczego to robisz i najważniejsze dla kogo?  

A.T.: Każdy kto zapoznał się z historią naszego kraju, naszego narodu musi dojść do przekonania, że mamy jakiś dług w stosunku do naszych praojców, poprzednich pokoleń, wypada spłacać ten dług i tylko tyle, nic więcej. Ja nie uważam tego za nic nadzwyczajnego jest to normalne, jak się zaciąga kredyt, to trzeba go spłacać.   

K.P.: Dziękuję Ci dziadku za to dzisiejsze nasze spotkanie. Życzymy Ci dużo zdrowia i wytrwałości w tej pięknej, patriotycznej działalności. I obyś dziadku jeszcze długie, długie lata był wzorem dla młodych, jak kochać i szanować Polskę w tej naszej małej ojczyźnie Namysłowie.