Wywiad z Panem Krzysztofem Jankowiakiem
Krzysztof Jankowiak – Komendant Straży Miejskiej w Namysłowie, Prezes Okręgu Opolskiego Związku Piłsudczyków RP, pułkownik związku.
Pan Krzysztof Jankowiak jest mieszkańcem Namysłowa, magistrem pedagogiki, absolwentem m. in. Mazowieckiej Wyższej Szkoły Humanistyczno-Pedagogicznej w Łowiczu. Ukończył studia podyplomowe z zakresu bezpieczeństwa oraz wiele kursów: Kurs z zakresu taktyki i technik interwencji oraz samoobrony, Kierownika do Spraw Bezpieczeństwa czy Kierowników placówek wypoczynku dzieci i młodzieży.
Zawodowe doświadczenie zdobywał w wojsku. Zajmował funkcje w zarządach Polskiego Związku Instruktorów Służb Mundurowych, Polskiego Związku Sportu Budo czy International BUJUTSU KAI.
Do niedawna znany głównie za sprawą swojego zaangażowania jako wykładowca – instruktor zajęć dla młodzieży i dorosłych w Stowarzyszeniu Sportu i Japońskich Sztuk Walki oraz zajęć praktyczno – teoretycznych w zakresie bezpieczeństwa i samoobrony.
Obecnie, jako Prezes Okręgu Opolskiego Związku Piłsudczyków RP, pułkownik związku, promuje myśl patriotyczną oraz pamięć o marszałku Piłsudskim wśród młodych mieszkańców powiatu namysłowskiego.
Hanna Szkudlarek: Czy mógłby się pan nam krótko przedstawić?
K.J.: Krzysztof Jankowiak, Prezes Okręgu Opolskiego Związku Piłsudczyków Rzeczypospolitej Polskiej. W Namysłowie jestem od 34 lat, tak więc kawał czasu. Nie wiem co jeszcze mógłbym powiedzieć. To, że jestem komendantem to już powiedziano. Oprócz tego zajmuję się przez ponad 40 lat sztukami walki. Prowadzę szkołę, którą otrzymałem po moim mistrzu Japońskim (Soke Takeuchi Toshimichi) i jestem głową tej szkoły. Prowadzę zajęcia z młodzieżą, nie zamykamy się, jesteśmy otwarci, ja jestem otwarty na wszelkie zaproszenia młodzieży, starszych osób. Współpracuję z osobami niepełnosprawnymi. Ja po prostu lubię udzielać się w pracy społecznej, staram się być tam, gdzie mnie ktoś zaprosi i potrzebuje pomocy.
H.S.: W takim razie nawiązując jeszcze do sztuk walki, czy mógłby pan opowiedzieć o kimś kto pana zainteresował, kto pana nakłonił, żeby uczyć się sztuk walki? W jakim momencie w Pana życiu zaczął Pan interesować się sportem?
K.J.: Tak […] Było kilku takich fajnych chłopców, którzy stwierdzili, że nie bawię się z tą dziewczyną, z którą powinienem, no i mnie wyprowadzili, wyszedłem, z nimi. Było siedemnastu na jednego, no było fajnie. Przy tym całym szarpaniu zszedłem na dół, przechodząc między nogami, oni mnie próbowali znaleźć. No śmiesznie to wyglądało, bo przyszli moi koledzy, tacy starsi koledzy, którzy zaprowadzili porządek. Wcześniej jako harcerz drużynowy nawiązałem współpracę z pułkownikiem Skalewką, który zaprowadził nas między innymi na salę gimnastyczną, pokazał nam instruktora swojej walki wręcz. Sam zresztą byłem przez jakiś czas instruktorem wychowania fizycznego w armii, więc teraz rozumiem, wtedy nie byłem pewien co to jest, ale on wtedy pokazywał nam ćwiczenia. Teraz jestem pewien, że było to jujitsu. To był pierwszy kontakt, 73 rok. Następnie starałem się, ćwiczyłem, dotarłem do ludzi od których to jujitsu mogłem później uprawiać, ćwiczyć, udoskonalać. Spotkałem Krzysztofa Kondratowicza, po latach został moim przyjacielem, zresztą serdecznym i można powiedzieć, że on inspirował ludzi, to jest ojciec polskiego jujitsu. Takim człowiekiem, który na pewno zmienił w ogóle mój świat w sztukach walki, to był Soke Toshimichi Takeuchi. Zamieszkał swojego czasu w Polsce. Uczyłem się od niego jak posługiwać się mieczem japońskim, kataną. Wtedy wydawało mi się, że potrafię, teraz jestem przekonany po latach, że fajnie to musiało wyglądać, gdy mówiłem, że potrafię. On tu był praktycznie za każdym razem, kiedy przebywał w Polsce. No i też w Polsce zmarł, przekazał mi swoją szkołę.
H.S.: Mniej więcej w jakim momencie w Pana życiu zaczął się Pan interesować sztukami walki, sportem?
K.J.: No tak jak już powiedziałem, był to 73 rok, no i mniej więcej po tej dyskotece, o której Wam mówiłem wcześniej.
H.S.: Z jakimi sztukami walki miał Pan do czynienia?
K.J.: Na pewno mówiłem o jujitsu, ale także nauczam miecza, nauczam łuku japońskiego, nie kyudo, do pewnego momentu nauczamy tego samego co w kyudo, ale później przekładamy to na tak zwane pole walki.
H.S.: Jakie wartości zaczerpnął Pan od wychowania samuraja? Czym się Pan w życiu kieruje? Jakie zasady Pan wyznaje?
K.J.: Ojej tych wartości jest strasznie dużo. Na pewno zyskałem inne spojrzenie na wartość życia. Niby sztuki walki to o kurde, pójdziesz, nakopiesz komuś… No właśnie, dzięki temu, że znamy swoją wartość, swoje umiejętności i możliwości, nie musimy nikomu nic udowadniać, nie musimy nikomu nic pokazywać. Ważną cechą jest też skromność. Poprzez tą skromność często ktoś ma kłopoty, bo ludzie myślą, że skoro jestem taki grzeczny, uprzejmy, tolerancyjny, to można mi dokopać. Ważne cechy to też cierpliwość, uprzejmość. Taką cechą, która mi na pewno towarzyszy to jest uważność. Potrafię zauważyć to, co się dzieje wokół mnie, więc idąc słyszę swoje kroki, słyszę jak leci liść, obok ptak nadlatuje. Chociaż czasami już mi szwankuje słuch, ale emocjami jestem w stanie wyczuć wiele pozytywnych rzeczy. Sztuki walki pozwoliły mi rozwinąć coś, o czym mówimy medycyna naturalna. Potrafię pracować energią, pomagać ludziom, a więc swoim bliskim, moim uczniom pokazuję, że energią mogą się uzdrowić i mogą wiele rzeczy zrobić takich, które są trudne do zrobienia w medycynie klinicznej. […]
Katarzyna Nowicka: Dlaczego nasza ojczyzna i Józef Piłsudski jest dla Pana tak ważny?
K.J.: Myślę, że gdzieś tak od dzieciństwa mój dziadek wspominał o Józefie Piłsudskim, że uczestniczył w Obronie Lwowa. To jest takie trudne pytanie dlatego, że można by o Józefie Piłsudskim powiedzieć bardzo dużo. Jest człowiekiem, który mnie zainspirował dlatego, że był to człowiek, dla którego ludzie szli do walki, wspierali go dlatego, że to był Józef Piłsudski. To nie była instytucja … Jego nazwisko powodowało, że ludzie szli. Zresztą całe życie tak naprawdę poświęcił walce o tą naszą niepodległość. Utrzymanie niepodległości w tamtych okresach było bardzo trudne. Wiele osób mówi, że jest osobą kontrowersyjną. Mają rację. Na pewno podejmował decyzje w bardzo trudnych czasach, w czasach kiedy tak naprawdę nie było też naszego kraju. W zasadzie obce kraje skreśliły Polskę, całkowicie z mapy Europy. Nawet jak odzyskali tą niepodległość to i tak nie wierzyli w to, że ta niepodległość będzie utrzymana. Nie było nam dane, tak jak wcześniej mówiłem o Japonii. Japonia no miała czterdzieści prawie lat na to, żeby się wzmocnić, tak? I stać się potęga. Polska ma tylko to dwudziestolecie, gdzie nie byliśmy jeszcze zgodni. A więc też nie do końca. Szliśmy jakby ą samą drogą. Chociaż wszyscy dążyliśmy do tego, żeby była niepodległość. A więc to jest to. A dla mnie? Mnie urzekło, że ludzie poszli za nim. Więc dał nam wolność, dał nam granice, dał nam państwo. Myślę, że coś pięknego.
K.N.: Kto zainspirował Pana do zaangażowania się w Związek Piłsudczyków?
K.J.: To jest taka fajna historia. Mój wnuk, swojego czasu, kiedy u niego byłem, zadał mi właśnie pytanie- „Dziadek, ja ciebie znam”- mówi, ja mówię : „Tak, tak, rozumiem”, „ Bo ja o swoim dziadku wiem wszystko”- mówi- „A ty o swoim wszystko wiesz?”, ja „ Mówisz o mnie? „Nie no, mówię o tobie”, ja „Aha, to dobrze”. No i opowiedziałem mu o dziadku Franciszku, moim, a jego prapradziadku. Powstaniec Wielkopolski. Później w niewoli niemieckiej, później zaciągnięty do Armii Polskiej, w walce o Lwów. No i zapytał mnie i „No dobrze „mówię, to w takim układzie jeśli tak no to powiedziałeś tam, że gdzieś jeździsz do Piłsudczyków i tak dalej. No ja mówię „No, spotykam się ze stwórcami „ , współpracowałem wcześniej tam, wspierałem rzeszę Piłsudczyków. Mówi „To czemu?” no i tak, jest dobrze, w sensie idą rozmowy, znalazłem się z moimi przyjaciółmi z Wielkopolski w Okręgu Wielkopolskim. I jeden z moich przyjaciół mówi „ Słuchaj, to skoro, mam takie pytanie, mówisz o takich korzeniach”, mówi „ Tu masz takie podanie, do tego wniosek. Wstępujesz do Piłsudczyków?” „No tak” No i tak, po prostu wtedy się zaangażowałem bardziej mocno, tak, więc zacząłem uczestniczyć w wielu wydarzeniach. Na Opolszczyźnie nie ma okręgu, nie ma oddziału, no nie ma nic, ale są Piłsudczycy. Są Piłsudczycy, którzy należą do różnych okręgów, no i stwierdziłem, że fajnie by było gdyby się udało pozbierać taką gromadkę wspólną i coś zrobić dla Opolszczyzny. Rejon trudny. Tak naprawdę to jest rejon, gdzie nawet jak odzyskaliśmy niepodległość, to nie wchodził w skład Polski w większości. Więc no to tak z tymi Piłsudczykami różnie, ale są ludzie, którzy przybyli po wojnie, zamieszkali, potomkowie Piłsudczyków i tak dalej, więc myślę, że fajnie, bo to było jedyne województwo, w którym tak naprawdę nie było ani oddziału, ani okręgu. Udało mi się spotkać ludzi na swojej drodze, którym ta idea była bliska, którzy mnie wsparli. Dzięki temu mogliśmy też założyć gazetę niezależną o nazwie „Niepodległa”, którą wydajemy. Odnajdujemy stare książki, które były zapomniane i wznawiamy je. Lubimy to. Kładziemy tez bardzo duże akcenty na młodzież, o której wiele, wiele różnych organizacji, czy powiedzmy instytucji zapomina. My chcemy postawić na młodzież, więc myślę, że to taka droga przed nami. Przynajmniej wierzę…
K.N.: Od kiedy działa Pan w związku Piłsudczyków?
K.J.: Tak aktywnie? No ponad dwa lata tak w miarę aktywnie, mocno. Może zahaczać o trzy. Ale uprzednio musiałbym się cofnąć do ponad trzydziestu lat współpracy ze Strzelcami. Jeszcze kiedy dostałem się do pierwszego związku Piłsudczyków. Tutaj w okolicach w ogóle nie było mowy o Piłsudczykach. Kiedyś, no chyba władza nie popierała, te wcześniejsze władze nie popierały. No tym bardziej, że mieliśmy tą naleciałość wschodnią. A więc rosyjską. Rosja nam po dziś dzień chyba nie wybaczyła, że przegrała z nami, nie mogli pójść na zachód. No, myślę, że pamiętają.
K.N.: To jak już Pan wcześniej wspomniał, Związek Piłsudczyków wydaje gazetę „Niepodległa”. Z jakiego powodu powstała i co zawiera?
K.J.: Gazeta jest dlatego niezależna, żeby można było pisać o wszystkim, co dotyczy niepodległości. Nie ma tam polityki, nie ma tam pisania czegoś, co będzie szkalowało kogoś. Pokazujemy ludzi, którzy walczyli o niepodległą Polskę. Pokazujemy historię, która mówi o niepodległości. Pokazujemy też piękno tego, co mamy dzisiaj. A więc kulturę naszą. A więc to, co daje nam przynależność do naszego kraju, to kim możemy się cieszyć, barwą naszej flagi, że jesteśmy stąd. Zapraszam do zapoznania się z naszą gazetą. Piszemy tak naprawdę w gazecie i zachęcamy wszystkich do pisania do gazety, do redakcji, żeby można było zamieścić tam artykuły związane właśnie z naszą historią. Mówiącą o ludziach, którzy są albo zapomniani albo pominięci. Ja ostatnio napisałem artykuł o generale naszym. Jest pierwsza część, pewnie druga w następnym wydaniu. Wcześniej pisałem o Józefie Piłsudskim, wyjeździe Józefa Piłsudskiego do Japonii. I o historii o której mówią, że nic z tego nie wyszło. A ja pokazuje, co się stało po jego przyjeździe, jakie te stosunki nasze polsko-japońskie były i tak dalej. Zachęcam do przeczytania.
K.N.: Wiemy, że został Pan odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderową. Spodziewał się Pan takiego wyróżnienia? Jakie uczucia towarzyszyły Panu przy wręczeniu odznaczenia?
K.J.: Każde odznaczenie jest jakimś zaskoczeniem. Bo to nie My występujemy o odznaczenia sami. Natomiast to kto w zasadzie występuje, jaki zwierzchnik, który widzi jakąś pracę widzi jakieś działania, dochodzi do wniosku, że ktoś zasłużył na takie, czy inne wyróżnienie. Cieszy mnie to, że jestem w Związku, w którym ludzie, z którymi współpracujemy dostrzegają wartości, które My pielęgnujemy i próbujemy pokazać. No, bo wcześniej różnie to bywało. Czasami człowiek wiele rzeczy wykonuje, robi i ludzie nie dostrzegają, a z drugiej strony można powiedzieć tak naprawdę nie pracuje się dla odznaczeń. Fajnie jak są, okej, jak nie ma, to tak naprawdę nie ma większego znaczenia. To jakbyśmy patrzyli ładnie wygląda, ale czy to daje szczęście? Czy potrafi spowodować, że moja najbliższa osoba będzie szczęśliwa, radosna? Cieszy się ze mną, bo coś tam dostałem, tak, okej, dobrze, bo widzi, że dla mnie jest to ważne. Ale tak naprawdę w życiu nie ma takiej rzeczy, nawet nie jesteśmy wyróżniani. Ale mamy swoje zamiłowania, mamy swoje poglądy, mamy swoje hobby. Inspiracje do pewnych działań, ale nic nas nie może hamować, po prostu swoje robić. Nie czekać na to, że nas ktoś wyróżni i tak dalej. Jak to moi bliscy znajomi, czy mistrzowie mówili, fajnie jest dawać i cieszyć się z możliwości dawania. Branie to jest całkiem taka inna rzecz. A jak się coś daje to łał, fajnie.
K.N.: Czy może Pan powiedzieć więcej o swoich pozostałych odznaczeniach?
K.J.: Ten Krzyż Komandorski otrzymałem z Polskiej Unii Monarchicznej. A więc ludzi, którzy przypominają, mówią, że byliśmy…, a więc współpracujemy z Polską Unią Monarchiczną i tam też się udzielamy. W związku z tym stamtąd pochodzi ten Krzyż Komandorski. Jeśli chodzi o ten pierwszy krzyż, jest to Złoty Krzyż Piłsudczyków, którzy są w Związku. Następny Czarny Krzyż, to jest fajne wyróżnienie dlatego, że to jest organizacja, która skupia ludzi, którzy nie zapomnieli o ludziach, którzy zmarli, grobach, pielęgnują je, dbają o nie. Zachowują pamięć i wówczas, tak, można być tam dostrzeżonym. Cieszę się, bo ja tak naprawdę to co teraz powiedziałem robię od kilkudziesięciu lat. Nikt mi nic nie dał…ja dalej to robię. Dostrzeżono to szczerze teraz niedawno, więc to jest fajna rzecz, że po tylu latach. Przecież mógłbym się zniechęcić i nie robić nic, nie? A nie zniechęcam się. Ten ostatni to jest za zasługi, wojskowy. A więc można powiedzieć Wojska Polskiego. Ale tak z takich ciekawostek jest tu jeszcze tutaj Krzyż Komandorski też właśnie Czarnego Krzyża, Związek Piłsudczyków, … też ma znaczenie. Dostałem od Pana generała swojego czasu takie fajne podziękowanie. Ale … tych odznak mam trochę, mam taką fajną odznakę, która tutaj pasuje, ale nie noszę jej, to jest odznaka… hmm i teraz zapomniałem. Od Dzieci? („Order uśmiechu?”) Tak, między innymi. Odznaka za pracę z dziećmi. (Z „Towarzystwa Przyjaciół Dzieci”) Powiem szczerze, że ja jej nie noszę. Jest u mnie wystawiona, bo tych odznaczeń takich, różnych medali, które tam gdzieś dostałem z różnych organizacji jest tak dużo, że po prostu nie sposób wszystkiego nosić. Człowiek wyglądałby jak choinka. Więc tak by trochę nie przystało.
K.N.: Czy każdy może się zapisać do Związku Piłsudczyków? Jakie są wymagania?
K.J.: Tak, do Związku Piłsudczyków przyjmujemy młodzież od 16 roku życia, na pewno zgoda rodziców. Czy każdy? Na pewno każdy, kto ma poglądy, które mówią „O, chciałbym coś zrobić w kierunku tej naszej niepodległej Polski” Ktoś, kto w Piłsudczykach na pewno nie będzie mówił źle o Józefie Piłsudskim, o Marszałku. Józef Piłsudski w tym momencie kiedy będzie widziany w oczach kogoś, no jako osoba negatywna lub niepozytywna albo… Bo jako kontrowersyjna, no fajnie, to też dobrze, że ktoś ma wątpliwości. Fajnie wtedy można porozmawiać i rozwiać ewentualnie. Natomiast jeśli ktoś z góry zakłada, że jest to osoba raczej negatywna, no to w tym momencie raczej nie, ten Związek to nie dla niego. Ale stawiamy na młodzież i chcielibyśmy młodzieży zaoferować wiele innych ciekawych rzeczy na przyszłość. Namysłów, w którym jesteśmy, no właśnie, dlaczego jestem w Namysłowie? To się tak trafiło, że swojego czasu dostałem możliwość… No przejścia do jakiejś tam jednostki, wszędzie gdzie pojechałem każą czekać długi czas. Tak się okazało, że w Jastrzębiu tutaj w jednostce było akurat stanowisko, przyjąłem je. I zamieszkałem w Namysłowie. Jest taka ciekawa historia, kiedy nie interesowałem się jeszcze miastem, to spotkałem Pana, który zapytał mnie o zamek i powiedziałem, że zamku w Namysłowie nie ma, że to niemożliwe, bo jak mieszkam 2 lata i nie widziałem. Ale to bardzo mnie zainspirowało, bo zerknąłem na mury i mówię „Wie Pan co”, mówię „ No ale mury są to może gdzieś tu wzdłuż murów jak Pan pójdzie, to może znajdzie Pan zamek” . No i zaraz następnego dnia udałem się do Domu Kultury, dowiedziałem się, że jest zamek, jest muzeum w zamku. Że prowadzi to muzeum, jeszcze bardzo młoda wtedy osoba, pani Jadwiga Kawecka. No i oczywiście jak najbardziej tam się udałem. Od tego czasu zacząłem się interesować kulturą i historią Namysłowa. Myślę, że to jest piękne miasto, ma wspaniałe tradycje, nie zawsze może nawet doceniane przez samych mieszkańców. Myślę, że tutaj jest trochę pracy i waszej pracy, młodzieży, można pokazać to miasto z tej strony takiej, naprawdę, bardzo pozytywnej.
H.S.: Dziękujemy bardzo, że zgodził się Pan udzielić nam wywiadu, że mogliśmy z Panem porozmawiać, zadać pytania, że podzielił sią Pan z nami swoimi pasjami i za wartości, które nam Pan przekazał.
K.J.: Ja się również bardzo cieszę i czuję się zaszczycony, że zostałem przez was zaproszony, że mogłem uczestniczyć tutaj w waszych działaniach. A zarazem bardzo się cieszę, bo jak powiedziałem, chcę współpracować z młodzieżą, jest to fajne. Pamiętajmy, to droga do tego, że może uda nam się w przyszłości nawiązać bliższe relacje. Bardzo dziękuję serdecznie. Gratuluję pomysłu, który realizujecie. Dziękuję bardzo.
Wszyscy: Dziękujemy.