Wywiad z Panem Tadeuszem Wincewiczem

Tadeusz Wincewicz – społecznik, regionalista, filatelista, publicysta… człowiek wielu pasji, prezes Towarzystwa Miłośników Ziemi Namysłowskiej, pracownik Izby Regionalnej w Namysłowie. Założyciel wydawnictwa Namislavia. Wydawca książek, albumów, broszur poświęconych historii Namysłowa i ziemi namysłowskiej. Dzięki staraniom Pana Tadeusza ukazała się m.in. niezwykle interesująca monografia poświęcona naszej ziemi. Pan Tadeusz też projektuje i wydaje własne pocztówki, znaczki pocztowe, datowniki okolicznościowe. Poszukuje przedmiotów i dokumentów związanych nie tylko z historią Namysłowa, ale i życiem codziennym Namysłowian, by „ocalić je od zapomnienia” i, by cieszyły oko w Izbie Regionalnej. To popularyzator i miłośnik historii Namysłowa i Ziemi Namysłowskiej. Bierze czynny udział w wielu przedsięwzięciach społeczno-kulturalnych w naszym mieście. 

 

Julia Kosno: W ramach realizacji projektu „Historia może być cool – Namysłów we wspomnieniach mieszkańców” dziś ostatni już wywiad. Znajdujemy się w Izbie Regionalnej, a naszym gościem jest pan Tadeusz Wincewicz. 

Tadeusz Wincewicz: Dzień dobry. 

Karolina Walasik: Dlaczego zajmuje się Pan historią Namysłowa i okolic? 

T.W: To jest dość trudne pytanie. Po pierwsze nie wiem gdzie znalazłyście tyle informacji o mnie. Jestem zaskoczony ich ogromem. Skąd to zainteresowanie historią? Już od szkoły podstawowej interesowała mnie historia ziemi namysłowskiej. Będąc uczniem namysłowskiego liceum zawodowego byłem już członkiem Towarzystwa Ziemi Namysłowskiej. Zapewne już nie pamiętacie, ale był okres, że muzeum prowadziło Towarzystwo Ziemi Namysłowskiej i tam bardzo często w weekendy i niedziele miałem dyżury zastępując prezesa pana Kulińskiego i stąd to zainteresowanie, po prostu tej historii dotykałem rękami. 

Gabriela Matkowska: W jaki sposób poszukuje Pan rzetelnych informacji? 

T.W: To jest ból prawdę mówiąc, ponieważ jestem człowiekiem, który nie bezkrytycznie wierzy w to, co jest dotychczas napisane. Wydając jakieś publikacje, czy pisząc jakieś teksty staram się zawsze opierać na źródłach. Dla mnie źródło – dokument,  są tymi walorami na podstawie, których można przekazywać historię, poznawać ją i popularyzować. Czasem wydając książki, mam problem, bo się z tym za długo ,,bawię” redagując ją, ponieważ jeśli coś autor napisze, a mam wątpliwości co do treści,  to próbuję dotrzeć do odpowiednich dokumentów i skorygować, chociaż jest to moim obowiązkiem. Staram się tak przygotować do druku publikację, aby mieć pewność, że jest to zgodne z prawdą historyczną. 

J.K : Jak udało się odtworzyć dawną klasę szkolną i pozyskać te wszystkie eksponaty? 

T.W: Ponad 2 lata temu zostałem zatrudniony w Namysłowskim Ośrodku Kultury na stanowisku    instruktora,  pracując tutaj, w Izbie Regionalnej. Dla mnie to przyjemność, ponieważ już wcześniej miałem do czynienia z muzealnictwem, wiele lat byłem kierownikiem działu naukowo-oświatowego Muzeum Poczty i Telekomunikacji we Wrocławiu, więc pojęcie o muzealnictwie mam. Od pierwszych chwil pracy zaskoczyła mnie jedna rzecz, mianowicie , że tutaj, w budynku dawnej szkoły ewangelickiej – szkoły, która powstała w tym miejscu  w 1789 roku, nie ma w ekspozycji niczego, co jest związane ze szkolnictwem. Dla mnie było to nie do pomyślenia. Stąd pomysł, żeby jedną z wolnych sal przeznaczyć na dawną klasę szkolną. Skąd eksponaty? Tutaj się zaczął problem, bo zaczęło się od telefonów do poszczególnych szkół, dyrektorów i okazało się, że tą drogą nie pozyskamy wyposażenia. Biorąc pod uwagę wszystkie transformacje przez które przeszła polska oświata, okazało się, że  wyposażenie, które mogłoby być  eksponatami trafiło już na śmietnik bądź zostało spalone. Tak  więc w tej chwili jest bardzo duży problem z pozyskaniem jakichkolwiek eksponatów i część wyposażenia została zakupiona. Bardzo dużo eksponatów zostało przekazanych w formie darów i to się przeważnie dzieje „po znajomości”. Po prostu rozmawiając – czy służbowo, czy prywatnie – pytam o takie sprawy. Zaskoczeniem było, gdy jeden z kolegów, będący działaczem TMZN, przywiózł szyld szkolny Szkoły Podstawowej w Pszenicznej. Wiadomo, Pszeniczna jest małą wioską, a jednak do tej pory ten szyld się zachował – oczywiście swoje miejsce ma też w Izbie Regionalnej. Bardzo „choruję”, bo nie mamy tutaj dawnych świadectw szkolnych, a szkół różnego szczebla w różnych miejscowościach było dużo. Do stałej ekspozycji chętnie włączyłbym tego typu eksponaty, tylko trzeba dotrzeć –  po pierwsze do tych ludzi, którzy je mają, a po drugie chcieliby to udostępnić. A teraz ja wam zadam pytanie. Skąd dawniej ktoś wiedział do jakiej szkoły jakiś uczeń chodził? 

K.W: Były takie naszywki. 

T.W: No właśnie. Były takie naszywki, które nazywały się tarczami szkolnymi.  Historia ich jest oczywiście długa, bo to już w czasie międzywojennym takie były, ale to były na ziemiach polskich. U nas po wojnie również były takie. Niebieskie obowiązywały w szkołach podstawowych, czerwone w liceach i wydawałoby się, że to jest przecież tak nieodległy czas, że powinny one być dostępne. No a okazało się, że zebraliśmy tylko kilka takich tarcz: ze szkoły podstawowej numer 4, numer 3, z liceum ogólnokształcącego. Dzięki przekazowi długoletniego doktora Zespołu Szkół Mechanicznych – pana Mieczysława Kołodki, otrzymaliśmy w darze kilka tarcz szkolnych, plastikowych i późniejszych metalowych, związanych z różnymi szkołami działającymi w ramach Zespołu Szkół Mechanicznych. 

K.W: Jaki okres w historii Namysłowa interesuje pana najbardziej? 

T.W: Najbardziej interesują mnie czasy nowożytne, to jest od czasów austriackich poprzez Prusy, Niemcy, no i oczywiście okres powojenny. Mam nadzieję, że to zainteresowanie przełoży się tym, że powstaną stałe wystawy tutaj w naszej Izbie obrazujące dzieje miasta i okolic w tych okresach. Dzięki zakupom, dzięki burmistrzowi, mamy w tej chwili kupione już gabloty i jesteśmy na etapie opracowywania scenariusza wystawy stałej, plus oczywiście cały czas gromadzimy eksponaty. Część była i jest już w zbiorach Towarzystwa Miłośników Ziemi Namysłowskiej, które będą tutaj prezentowane, część najprawdopodobniej udostępnienie ze swoich zbiorów, ponieważ od kiedy pamiętam to zawsze inklinacje kolekcjonera miałem, także jeżeli coś widziałem, gdzie widniała nazwa „Namslau”, „Namysłów”, czy coś podobnego, no to zawsze starałem się to pozyskać, w myśl zasady „do siebie, a nie od siebie”. 

J.K:  Jest pan prezesem Towarzystwa Miłośników Ziemi Namysłowskiej. Czy mógłby pan przybliżyć nam jego cele i działalność? 

T.W: Towarzystwo Miłośników Ziemi Namysłowskiej, jest jedną z najstarszych tego typu organizacji na Opolszczyźnie. Powstało w 1959 roku. Starsze było tylko towarzystwo opolskie, które już nie działa. W tym pierwszym okresie Towarzystwo skupiało ludzi, którzy byli zainteresowani historią i kulturą Namysłowa. Nie wiem czy wiecie, ale dopiero w 1960 r. powstał w Namysłowie Dom Kultury, wcześniej takiego czegoś nie było. W tych pierwszych latach, 1959-1960, praktycznie cała działalność kulturalna, oświatowa skupiała się w ramach Towarzystwa Miłośników Ziemi Namysłowskiej. Od 1960 roku Towarzystwo prowadziło już muzeum regionalne, tutaj w Namysłowie. Było ono zlokalizowane w ratuszu, w tej części, gdzie niedawno była jeszcze Kawiarnia Ratuszowa, później trafiło do zamku. Po przekształceniach własnościowych, właściciel po prostu usunął muzeum. Przez kilka lat nie było go i dopiero Izba Regionalna kontynuuje tradycję namysłowskiego muzealnictwa. To jest jedna taka z form działalności Towarzystwa. W tej chwili się pewnie już nie pamięta, ale początki obecnej szkoły muzycznej, to była działalność Społecznego Ogniska Muzycznego, również „dziecka” Towarzystwa Miłośników Ziemi Namysłowskiej. Przez kilka pierwszych lat Ognisko było prowadzone przez Towarzystwo. Również pomniki namysłowskie, czyli namysłowska Nike, która w tej chwili odzyska swój blask i będzie stała jako nowy twór, czy pomnik Jana Skali, również powstały z inicjatywy działaczy Towarzystwa. Celem Towarzystwa jest, m.in. gromadzenie różnej dokumentacji, różnych przedmiotów związanych z historią lokalną. Mamy bardzo duży zbiór wewnętrznej dokumentacji, która bardzo ładnie się wpisuje w historię zarówno ziemi namysłowskiej, jak i kultury ziemi namysłowskiej, ponieważ działacze brali udział w większości przedsięwzięć, więc znajdujemy różne oryginalne zaproszenia, protokoły. Jeżeli ktoś pisze prace magisterskie na ten temat, bardzo często udostępniamy takie materiały. Gdy już mówimy tutaj o udostępnianiu, od wielu lat Towarzystwo próbuje gromadzić, oprócz publikacji związanych z ziemią namysłowską, prasę lokalną, również prace magisterskie, prace dyplomowe. Jeżeli autor takich prac wyrazi takie życzenie, wówczas przekazuje nam jeden z egzemplarzy i to u nas jest przechowywane i udostępniane osobom, które chcą pogłębiać wiedzę czy po prostu są zainteresowane różnorodnymi tematami. Tych celów, które chcielibyśmy realizować jest dużo, ale jest to oczywiście ograniczone liczbą działaczy. Wiadomo, organizacje pozarządowe w tej chwili nie cieszą się wielkim zainteresowaniem. Członków nie jest dużo, średnia wieku w Towarzystwie jest już niestety wysoka, jeżeli tak jak deklarujecie interesujecie się historią, to zapraszam do uczestnictwa – średnia nam nieco spadnie. Zresztą trzeba mieć komu później przekazać tą działalność, więc naprawdę zapraszam do współpracy. Pracy jest sporo, jeżeli chodzi o Izbę Regionalną, to w ramach instytucji sobie radzimy, ale jest wiele przedsięwzięć, które można zorganizować właśnie przy współpracy członków stowarzyszenia. Chociażby w tamtym roku mieliśmy setną rocznicę przyłączenia ziemi rychtalskiej do Rzeczpospolitej. W 1920 roku decyzją Traktatu Wersalskiego tzw. Kraj rychtalski wszedł w granice Polski. Wiadomo, jeżeli granica, musiały być słupki graniczne itd. Co się ukazuje? W ramach takich działań, które w tamtym roku były przeprowadzane, przy udziale Izby oraz projektu, który był organizowany przez Namysłowski Ośrodek Kultury udało się przejść część tej granicy, zinwentaryzować to, co jeszcze do tej pory zostało, i teraz tak naprawdę marzeniem jest  duże przedsięwzięcie, żeby to wszystko wyeksponować, udostępnić to turystom, zrobić z tego trasy piesze, rowerowe. Takich  przedsięwzięć może być więcej w Namysłowie. Wiemy, że w czasie II wojny światowej na robotach przymusowych na terenie naszej ziemi  byli powstańcy warszawscy, też mamy w Namysłowie ulicę Bohaterów Warszawy, lecz nigdy się nad tym nie zastanawiamy, skąd akurat taka ulica w Namysłowie… No właśnie dlatego, że tutaj byli przesiedleni, wysiedleni z Warszawy i między innymi tutaj trafili. Im też tak naprawdę należy się tablica pamiątkowa – tego typu działania dalej powinny być prowadzone. 

G.M:  Czy może Pan powiedzieć coś więcej o Wydawnictwie Namislavia? 

T.W: Nie lubię się chwalić. Tak naprawdę to za wami widać wyeksponowaną część tych publikacji, które udało mi się wydać. Wydawnictwo istnieje od roku 1990. Początkowo było głównie związane z filatelistyką, moim drugim hobby. Po przeprowadzeniu się z Wrocławia do Namysłowa, bardziej już wsiąkłem w tą tematykę regionalną. Więcej zacząłem czytać, wydawać i pokłosiem tego jest już kilkadziesiąt publikacji, broszur, książek, albumów, map. Tak zerkam, bo głowa nie komputer, co ciekawego…. Jest tego troszkę, tego się nie da omówić, trzeba czytać. Ciekawą serią wydawniczą jest Reedycja Biblioteczki Towarzystwa Miłośników Ziemi Namysłowskiej, właśnie o tym też nie mówiłem, że jednym z celów, przynajmniej tych dawnych, kiedy nie było jeszcze w ogóle literatury regionalnej, to było pisanie różnych opracowań. Te opracowania były…, może zacznijmy od kulis… One nie były wydawane w formie książkowej. Dawniej, żeby wydać książkę, to była droga przez mękę. Po pierwsze koszty wydawnicze były bardzo wysokie, po drugie każda publikacja, pewnie nawet sobie nie zdajecie z tego sprawy, każda broszura, każde zaproszenie na wystawę, musiało pojechać do Opola do cenzora i cenzor musiał to wszystko przeczytać, swoją „bumagę” czyli pieczątkę zezwalającą na rozpowszechnianie umieścić  i dopiero takie treści mogły być powielane. Więc tutaj działacze Towarzystwa działali na trochę innych zasadach, po prostu było to wydawane w formie maszynopisów, przepisywanych przez maszynistki albo powielanych na powielaczach białkowych. Jakie to ma reperkusje dla czasów obecnych? Częste publikacje, które wtedy były wykonywane,  już w tej chwili są białymi kartami, w tym sensie, że ten druk wyblakł. Stąd pomysł kilkanaście lat temu, aby te najbardziej wartościowe, które mogły zaniknąć przenieść na formę elektroniczną i wydać w formie publikacji drukowanych. Później się to rozwinęło, ponieważ okazało się, że ludzie wiele rzeczy piszą, a mając moje wydawnictwo pod ręką, razem działaliśmy i to co dzisiaj do ręki można wziąć, to po prostu się ukazywało. Dla mnie to jest taka oczywistość.  Ale nie tylko książki wydaję, bo też w 2001 roku rozpocząłem wydawanie widokówek namysłowskich. Co ciekawe, kiedy turyści tutaj przyjeżdżali, oferowałem im widokówki do sprzedaży, okazało się, że Namysłów na tle całej Opolszczyzny, jest taką enklawą, gdzie jest tych pocztówek zatrzęsienie.  Tak naprawdę jednocześnie w sprzedaży takiej ilości różnorodnych egzemplarzy nawet Opole nie miało. Do tej pory widokówek się ukazało ponad 170. Początkowo były one wydawane w współpracy z Urzędem Miejskim, później już wydawałem je własnym nakładem. Tematyka jest różnorodna. Praktycznie wszystko co się dało sfotografować i ładnie wyglądało, trafiało na te widokówki, trafiał Namysłów, wioski. 

K.W: Która z pocztówek jest dla Pana najcenniejsza? 

T.W: Tych przeze mnie robionych czy kolekcjonowanych? 

K.W: Tych i tych. 

T.W: Jeżeli chodzi o te wydawane, to praktycznie nie ma tutaj żadnych ekstra jakichś cennych. Ze względu na szatę graficzną  i obiekty,  to jedne mniej lubię, drugie więcej. Tą ocenę pozostawiam czy kupującym czy kolekcjonerom. Dziwnie by było swoje rzeczy chwalić. Natomiast, jeśli chodzi o kolekcjonowane widokówki przedwojenne, trudno wybrać jedną. Praktycznie każda, może nie każda, większość widokówek przypomina nam jak Namysłów wyglądał. Oczywiście najciekawsze są te, które pokazują nasze miasto czy wioski, te budowle, których już nie ma. Przewidując pytanie, pozwoliłem sobie wziąć jeden album związany z namysłowskimi widokówkami przedwojennymi. Kolekcje otwierają dwie widokówki, tak naprawdę nie będące Namysłowem. Co to jest według was? 

K.W: To jest pałacyk na Starym Mieście. 

T.W: Dokładnie. Tutaj jest mój klaser, nazwany ulicówki, czyli z widokówkami różnych ulic Namysłowa. Tą kolekcję otwierają dwie widokówki ze Starego Miasta, które wówczas nie było Namysłowem, tylko był to Altstadt. Widzimy tutaj napis „pozdrowienia ze Starego Miasta”- w oryginale „Grüss aus Altstadt”. Dopiero w latach 50 XX w., jeśli dobrze pamiętam, Stare Miasto zostało przyłączone w granice administracyjne Namysłowa. Później, jeśli byśmy tak przeglądali, tutaj widzimy różne nazwy ulicy. Ciekawostką jest obecny plac Pod Grzybkiem – w okresie wojny nazywał się Adolf Hitler Platz. Później są widoki poszczególnych ulic, np. Andreaskirchsasse, cóż to za ulica? 

K.W: To jest obecna ulica 3 Maja. 

T.W: Bardzo dobrze. 3 Maja, a dlaczego akurat wówczas Andreaskirchstrasse? Ponieważ przy browarze był zlokalizowany kościół ewangelicki pod wezwaniem św. Andrzeja. Andreaskirchstrasse czyli ulica prowadząca do Kościoła Świętego Andrzeja. Oczywiście, żeby prześledzić cały bieg ulicy to trzeba tych widokówek nazbierać, ale tutaj właśnie częściowo mi się udało. Widzimy budynek narożny przy Rynku, ulicy 3 Maja i Szkolnej, tutaj gdzie dawniej była apteka (teraz większość jej wyposażenia też jest w naszej ekspozycji, a w tej chwili mamy tam jadłodajnię) i idąc tak dalej poznajemy jak kolejne budynki wyglądały w okresie międzywojennym i tak praktycznie idziemy coraz dalej, coraz dalej… aż prawie dochodzimy do kościoła św. Andrzeja, wcześniej jeszcze mając po lewej stronie obecną szkołę podstawową nr 1, która w okresie międzywojennym również była szkołą. Później przykładowo ulica, jaka? Wojska Polskiego, przed wojną ulica Bahnhofstrasse czyli Dworcowa. Tutaj jest widziana od strony dworca kolejowego. Tutaj widziana od strony rynku i proszę zwrócić uwagę na ten budynek. Co to jest? 

K.W: Synagoga. 

T.W: Tak. Obecnie jest sala gimnastyczna, a dawniej synagoga i tak idąc dalej idąc dalszymi ulicami można sobie Namysłów oglądać. Oczywiście nie będziemy szli sobie trasami. Te widokówki często się przydają do oprowadzenia  po Namysłowie. Pamiętam taką akcję, kiedy w ramach oprowadzania po Namysłowie był taki projekt „Namysłów, którego już nie ma”.  W momencie kiedy rozpoczynałem oprowadzanie mówiąc, że pójdziemy trasą Namysłowa, „którego już nie ma”, no więc taka chwila konsternacji: jak nie ma, to gdzie idziemy? Dopiero wtedy, gdy pokazałem powiększenia tych pocztówek, no to muszę wam powiedzieć, no wy tego nie pamiętacie, ale nie pamiętają też tego bardzo często wasi rodzice, bo przekrój wiekowy był tam od 7-77 lat i praktycznie tylko pojedyncze osoby potrafiły powiedzieć, co na tych pocztówkach tak naprawdę jest. Tak więc widokówki są bardzo ciekawym materiałem ikonograficznym, który pokazuje nam rozwój naszego miasta. Tak naprawdę dawne piękno, bo niestety w wyniku działań drugiej wojny światowej część tych budynków, które były tak naprawdę przepiękne, zostały zburzone i mamy to, co w tej chwili widzimy. Drugi klaser to są z kolei przykładowe widokówki z wiosek. Praktycznie  w całym PRL-u chyba nie było żadnej wioski w powiecie namysłowskim, która miała swoją widokówkę. Tymczasem okazuje się, że w okresie międzywojennym, jak to mówimy za Niemców, te widokówki były wydawane nawet dla najmniejszych wiosek i osad. Zaskoczeniem było, iż  pod Kowalowicami jest leśniczówka i ta leśniczówka jest nawet na widokówce. Też tak biorąc pod uwagę nazwy niemieckie mamy Bachwitz (Wielołęka), Bankwitz (Bąkowice), czy z tych kolejnych – Buchelsdorf (Bukowa Śląska), Buchwald (Bukowie), itd. Praktycznie każda wioska ma widokówki, a czasami i ich jest kilka, kilkanaście. Oczywiście najbardziej cenne to są te z pierwszego okresu, czyli tak zwane litograficzne od techniki wykonywania – litografii, kolorowane, nie są to zdjęcia, to było wszystko ręcznie robione, malowane i na rewersie miało tak zwaną długą linię adresową, czyli po tym poznajemy, że są to najstarsze w ogóle pocztówki z przełomu XIX i XX wielu. O ile z Namysłowa jest znanych dość dużo, z poszczególnych wiosek są rzadkością. Mam nadzieję, że kiedyś wreszcie przysiądę „fałdy” i  odpowiednio opracowane albumy wyjdą z ich opisami, ale to jeszcze troszkę czasu… Na razie mam inne plany. 

G.M: Wspominał pan, że już od dłuższego czasu, od szkoły podstawowej, interesuje się pan historią. Czy właśnie wtedy odkrył Pan, że chce się poświęcić historii Namysłowa i okolic? 

T.W:  Nie, nie, właściwie wtedy po prostu było to dla mnie naturalne, interesowałem się, biegałem do muzeum, na zebrania Towarzystwa, widziałem coraz więcej. Później wojsko. Później tak się złożyło, że mając dyżur w muzeum tym  namysłowskim, siedziałem sobie w jakąś tam niedziele i przyszli trzej zwiedzający – starsi panowie. Oprowadziłem ich, później rozpoczęła się rozmowa na temat historii. Nie wiem jakim cudem, zeszliśmy na temat znaczków i okazało się, że tymi gośćmi, których miałem okazję oprowadzać, byli dyrektor Muzeum Poczty i Telekomunikacji, dyrektor Muzeum Sztuki Medalierskiej i przyjaciel doktor Dziulikowski, znany wrocławski radiolog. Wtedy tak naprawdę zaczęła się moja przygoda z muzealnictwem. Ponieważ filatelistką interesowałem się od lat szkolnych, a dyrektor muzeum zaczął ze mną o tym rozmawiać i…  tak od słowa do słowa, a  losy się tak potoczyły, że trafiłem do pracy w Muzeum Poczty i Telekomunikacji we Wrocławiu. Pracowałem tam ponad 10 lat, a później rozpocząłem działalność wydawniczą i zająłem się wydawnictwami. Przeprowadziłem się z powrotem do Namysłowa, „na stare śmieci”, sytuacja w Towarzystwie była nieciekawa, bo ci ludzie starsi się wykruszali, także znów wówczas można powiedzieć „wsiąknąłem” w Towarzystwo trochę i po prostu powróciłem do korzeni. 

J.K: Co najbardziej lubi Pan w swojej pracy? 

T.W: W swojej pracy lubię prace z ludźmi, z autorami, ze współpracownikami. Po prostu lubię też prace wydawnicze, lubię tak to wszystko przygotowywać, jak ja chciałbym później oglądać. Satysfakcję na pewno sprawia, że te publikacje trafiają do ludzi i później są w jakiś sposób wykorzystywane. 

G.M: Jakie publikacje o Namysłowie, naszym regionie, Pan poleca? 

T.W: No najbardziej to oczywiście monografię Namysłowa, czyli „Namysłów – z dziejów miasta i okolic”. To publikacja, która długo nie będzie miała jakiegoś swojego naśladowcy, ponieważ przynajmniej, jeżeli chodzi o okres średniowiecza – to w tej chwili nauka nie ma nic innego, nowego, nic nie zaoferuje nam, niż to co napisał autor, czyli profesor Mateusz Goliński z Wrocławia. Oczywiście prosi się jeszcze jakaś monografia okresu międzywojennego, powojennego, ale skąd tutaj wziąć autorów… Tak więc, gdy Wy później będziecie chcieli prace doktorskie pisać, macie temat i możliwości… 

K.W: Dziękujemy bardzo za udzielenie nam wywiadu. Za wiedzę, którą nam pan przekazał i za podzielenie się z nami swoimi pasjami. Była to dla nas bardzo ciekawa i niezwykła lekcja historii. Dziękujemy! 

T.W: Dziękuję i mam nadzieję, że to Wy później będziecie kontynuowali takie działania i mówię to między innymi też tutaj, jeżeli chodzi o działalność w Towarzystwie. 

Wszyscy: Dziękujemy! 

T.W: Dziękuję.